Szukaj
  • Pstrykowisko

Bóg istnieje

Po raz pierwszy odwiedziłam Kazachstan ponad dekadę temu, chyba tylko po to, by stwierdzić, że mi się tam bardzo podoba, a w ogóle to podróżowanie jest super i chcę więcej, dziękuję. Przewodnikiem był przyrodnik z powołania, profesor Konstantin Pawłowicz Prokopow, który potrafił zatrzymać całą naszą grupę na dobę pośrodku niczego (a w stepach Kazachstanu „środek niczego” jest… bardziej), bo podczas przerwy na siusiu olał jaszczurkę… przy czym istniała pewna szansa, że było to najdalej na północ wysunięte stanowisko występowania tej jaszczurki i trzeba było to potwierdzić znajdując kolejną (ta olana oczywiście już się ulotniła). Całe szczęście, że busik był pełen wódki o smaku paliwa rakietowego, po którą nikt nie odważył się sięgnąć wcześniej...


Konstantin Pawłowicz nosił się jak szacowny przyrodnik starej daty: miał długą, siwą brodę i takież włosy, na nosie niemodne okulary, a na głowie beretkę-wełniankę. Lornetka i stara Smiena towarzyszyły mu zawsze i wszędzie, chociaż po latach zamienił Smienę na lustrzankę cyfrową Nikona. W wersji miejskiej zawsze elegancki, w kołnierzyku i pod krawatem; w terenie w kamuflażu i butach trekkingowych, a na specjalne okazje uroczo łączył te dwa wizaże. Profesor pisywał wiersze, ubóstwiał kobiety, a o przyrodzie Ałtaju wiedział prawdopodobnie wszystko. Niemałą część tego „wszystko” sam odkrył i opisał.




Zarówno osoba profesora jak i przyroda wschodniego Kazachstanu zachwyciły nas na tyle, by w kolejnych latach tam wracać. Tuż przed drugą wyprawą polskie media podały informację o wypadku lotniczym w Ałtaju. Rosyjscy i kazachscy politycy najwyższej rangi wybrali się w góry na polowanie. Strzelali z helikoptera. Kałachami. Na archary[1]. Opowiedzieliśmy tę historię profesorowi, ciekawi na ile kazachskie media są wolne[2]. Dawkowaliśmy mu informacje, nie wiedząc jak nasz Przyrodnik (przez wielkie „P”) zareaguje. Na sam koniec powiedzieliśmy mu, że wszyscy politycy zginęli, a służby znalazły rozbity helikopter i ciała pośrodku rozstrzelanego stada archarów. Dwa słowa, które wypowiedział wtedy Konstantin Pawłowicz zostawiły nas milczących, bo właściwie nic już nie zostało do dodania. „Boh jest”.




Charakterystyczny, podwójny szczyt Biełuchy w Ałtaju Wysokim. W tych górach archary są już bardzo rzadkie.

Profesor Konstantin Pawłowicz w swoim żywiole...

....i z nieodłącznym czajem. Nawet gdy wichura, powódź, trzęsienie ziemi - herbata musi być.

Ałtaj Wysoki widziany z doliny Katon-Karagaj.

Profesorska jaszczurka i zasięg jej występowania.

Konstantin Pawłowicz we własnej osobie.


[1] Zwane też argali, górskie owce, będące w Ałtaju na skraju wyginięcia i w związku z tym pod ochroną czerwonej księgi zwierząt IUCN. [2] Nie zawiedliśmy się, nawet strzęp informacji nie przedostał się do tamtejszej informacji publicznej.


To jest opowieść, która nie zmieściła się w naszych książkach: „Gdy śmieją się oczy”, „Na dwie pary oczu” i „Na piękne oczy, na krzywy ryj”. Zamiast niej zamieściliśmy tam setki innych opowieści i najserdeczniej zachęcamy do zakupu[3], byśmy mogli publikować kolejne…


[3] Książki można kupić w Międzygórzu (w Galerii Kotlina i w Domu nad Wodospadem), we Wrocławiu (w Sekretariacie Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego w Gmachu Głównym UWr), w Krakowie (w Arsenale, Rynek 7), oraz u nas, wysyłkowo lub osobiście (gdysmiejasieoczy@gmail.com, FB/Pstrykowisko)

60 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie