Szukaj
  • Pstrykowisko

Gdzie są chłopcy tamtych lat...?

Zaktualizowano: 28 sty

Znacie przedwojenny polski film „Piętro wyżej”? Nie…? A piosenki „Seksapil – to nasza broń kobieca”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą” albo „Dziś ta, jutro tamta”? Wszystkie one pochodzą z tego filmu! Scena z Mae West w wykonaniu Eugenisza Bodo przypomniała mi pewną przygodę sprzed lat. Ta opowieść nie znalazła się z żadnej z OPUBLIKOWANYCH książek, ale jest jeszcze tak zwana „Trzynasta księga”, z definicji nie nadająca się do publikacji… I to jest właśnie taka historia.



Spędzałam kiedyś stypendium na północy Meksyku. „Spędzałam” to najcelniejsze określenie i nie drążmy tematu, proszę. Dość powiedzieć, że zwiedzić się udało to i owo, odpocząć od polskiego światka naukawego i przyszłościowe znajomości zawiązać. W tej samej instytucji stopień inżyniera zdobywał młody Francuz, zwany przez nas „Francesito”[1]. Ksywa nie wzięła się znikąd, „Francesito” bowiem miał gładką, opaloną cerę, kręcone włosy rudo-blond i regularne rysy twarzy, co w połączeniu z chłopięcą budową i łysą klatką piersiową robiło piorunujące wrażenie… na wszystkich lubiących chłopców, bez względu na płeć. Gdy naszemu Francuziątku udało się wreszcie zdobyć upragnione trzy literki przed nazwiskiem, nie miałyśmy z meksykańską koleżanką wątpliwości gdzie to oblać: w lokalnym barze dla gejów tego dnia miały występować znane drag queens. Dokooptowałyśmy jeszcze jednego Meksa z biura, Irlanda zarezerwowała nam czerwoną kanapę i tak w piątkową noc znaleźliśmy się w zatłoczonym klubie. Jedna kuweta[2] piwa, druga… kilka szotów tequili, żeby się nasz inżynier nie rozsychał i dopiero dotarła do mnie groza sytuacji. O ile męska toaleta była wyraźnie dla mężczyzn, to damska była… dla każdego, kto czuł się kobietą… a w drzwiach nie było zamków. Jednak każdy rzut oka na Francesito upewniał mnie w przekonaniu, że on ma jednak gorzej. W myśl zasady „jak wchodzisz między wrony”, Irlanda umalowała mu usta swoją szminką, a trzeba Wam wiedzieć, że Meksykanki lubują się we wściekłych odcieniach różu. Ode mnie Fancuziątko dostało damską koszulę, odsłaniającą jego gołą klatkę, uznałyśmy bowiem, że na taki wieczór zwykły t-shirt nie pasuje. Cóż, śmiechom i żartom tego wieczoru nie było końca, tym bardziej, że nasz świeżo upieczony inżynier bał się iść do toalety po wypiciu kuwety piwa...


Na zdjęciach poniżej meksykańskie drag queens. Któraż pani nie marzy o takiej figurze, jaką ma blond piosenkarka...? (zdjęcie po prawej)

Francuziątko z kolegą z biura. I tej wersji będziemy się trzymać. Do końca.

(Uprasza się o litość z powodu jakości zdjęć. Fotografowane telefonem zza pazuchy, trzęsącą się ręką)

[1] Hiszpańskie zdrobnienie, w dosłownym tłumaczeniu „Francuzik” albo „Francuziątko” [2] Kuweta to tak naprawdę „cubeta”, czyli zbiorcze wiaderko zawierające do 12 butelek piwa w lodzie.

92 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie