Szukaj
  • Pstrykowisko

Quo vadis, Elblągu?

Tym razem coś zupełnie innego. Jak to się współcześnie mówi? Spojler! To jest fragment naszej trzeciej książki podróżniczej, która ukaże się już za chwilkę, już za momencik... Każda informacja zwrotna bardzo mile widziana!


„Gdy się szlachta bawi, koszta się nie liczą.” Noc w Elblągu postanowiliśmy spędzić pod dachem, ale nie przewidzieliśmy tego, że celem przespania się w hotelu będziemy zmuszeni wynająć… hotel. Cały. Na szklanych drzwiach wisiała koronalepka z numerem telefonu do właściciela, który, pojawiwszy się po kwadransie, kolejny kwadrans spędził na ostrożnym wypytywaniu nas o sprawy ogólne i szczegółowe, zanim wysiadł z auta. Nie dziwi nic, wyglądaliśmy zapewne dość malowniczo. Hotelarz potwierdził co do słowa opinię gdańskiej pisuardessy, że „wyglądamy na mocno przecioranych”. Zainkasował należność, zostawił klucze, pokazał, gdzie jest światło, a gdzie bufet, po czym zniknął. Ciekawe, czy gdzieś i kiedyś jeszcze uda nam się wynająć cały hotel za bajeczną kwotę dwustu złotych.

Bycie elblążaninem zobowiązuje. Zobowiązania zajmują tyle czasu, że nie starcza go na czytanie, czego pierwszym objawem jest masowa agonia lokalnych księgarń.

Uznaliśmy, że gdzie jak gdzie, ale w Elblągu mapę Kanału Ostródzko-Elbląskiego kupić będzie łatwo, jednakże – jak to rzekł był pewien Litwin – „otóż omyliwszy się bardzo”.

– Tam!

– „Chilli”?

– „Quo vadis”!

– Przecież to sex shop! Chcesz kupować w sex shopie mapę? Do czego dojdziemy?

– Spokojnie. To księgarnia. Religijna do tego. Obok, po prawej, zobacz…

Istotnie, przekroczywszy ulicę Pierwszego Maja znaleźliśmy dwa zgodnie sąsiadujące lokale o niezwykle szerokim asortymencie; w każdym z nich na prawo od wejścia znajdował się dział z zabawkami. Hasło quo vadis skojarzyło się nam z mapami, przewodnikami i podobnymi im wydawnictwami, jak się okazało – poniekąd słusznie. Ostatni, choć nieco wyświechtany egzemplarz mapy Kanału Elbląskiego trafił w nasze ręce za cenę kilkunastu złotych i kilkunastu minut rozmowy z wymowną nad wyraz panią z obsługi. Na półkach obok żywotów kilku papieży stały znacznie od nich grubsze tomy żywotu niejakiego Harry’ego Pottera, a w promocji można było nabyć pozycję „Człowiek jako istota kosmiczna”.

– No i co się dziwisz? To była księgarnia RELIGIJNA, a nie KATOLICKA.

– Mhmmm… – M. wciąż nie mogła wyjść ze zdziwienia.

– Ty mi lepiej wyjaśnij, od kiedy pszczoły potrzebują łóżek do spania.

– Nic nie zrozumiałeś. Ta pani ma firmę, w której uzdrawia się przyjezdnych przez kontakt z pszczołami. Goście śpią w takich domkach, na drewnianych łóżkach w kształcie skrzyń, a w tych skrzyniach bzykają sobie pszczoły, podłączone do ula w sąsiednim pomieszczeniu. Te łóżka są dla ludzi!

– Mhmmm… – zdziwienie tym razem dopadło T. – Uzdrawianie przez bzykanie. W religijnej księgarni, dzwonić do drzwi koło sex shopu. Na ulicy socjalistycznego święta pracy, w Elblągu. Trzymajcie mnie, będę gryzł!

Elblążką pod prąd ruszyliśmy w kierunku jeziora Druzno po to chyba tylko, by na kanale bić kolejne rekordy ornitologiczne. Nie widzieliśmy nigdy takiej masy gniazdujących śmieszek – to raz. Nie widzieliśmy nigdy ośmiu młodych bielików naraz w powietrzu – to dwa. Nie słyszeliśmy dotąd jąkającej się kukułki – to trzy. Normalne kukułki sobie kukają, a ta jedna khkukkała. Szkoda tylko, że tylko pierwsze dwa zjawiska zaobserwowaliśmy pod wieczór, a trzecie zaczęło się o piątej nad ranem. Khkukkułka mać.





#gdyśmiejąsięoczy #książkapodróżnicza #elbląg #polkawpodróży

14 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Bóg istnieje